image

Jesteśmy w bardzo dobrym położeniu

Finałowa rywalizacja nabrała rumieńców po tym jak w drugim meczu w Gdyni lepsi od Asseco Prokomu okazali się koszykarze PGE Turowa Zgorzelec. Gości do zwycięstwa poprowadził fenomenalny Torey Thomas, który zdobył aż 31 punktów, a jego gra przypominała momentami tą rodem z NBA. Teraz przed Amerykaninem i całym zespołem Turowa niepowtarzalna szansa, czyli dwa mecze w domu, które mogą okazać się kluczowe. Sam koszykarz opowiada o przygotowaniach do najważniejszych spotkań sezonu specjalnie dla portalu SportoweFakty.pl.

Michał Fałkowski: Jak się czułeś, gdy rozbrzmiała końcowa syrena drugiego finałowego meczu w Gdyni?

Torey Thomas: Świetnie. Naprawdę świetnie. Kiedy zegar przestał odliczać ile minut, sekund pozostało do naszego zwycięstwa, dopiero wtedy poczułem, że wygraliśmy to spotkanie, które może okazać się bardzo istotne dla ostatecznego rozrachunku. To były naprawdę dobre zawody w naszym wykonaniu i mówię tutaj o całym zespole. Wszyscy zagrali na wysokim poziomie.

Jednocześnie wszyscy byli tłem dla ciebie…

– Nie powiedziałbym, ale oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że zagrałem naprawdę dobre spotkanie… Tak, to był świetny mecz w moim wykonaniu, ale nie byłoby tego bez pomocy kolegów z zespołu. Oni umożliwili mi taką grę, jaką lubię. Dostawałem bardzo dobre zasłony, miałem sporo miejsca do rzutu. Mam wrażenie, że każdy starał się jak tylko mógł, by ułatwić mi kreowanie akcji.

Czy to był twój najlepszy mecz w życiu?

– Tak, tak sądzę, że to mógł być mój najlepszy mecz w karierze, ale chyba nie ze względu na statystyki (Torey Thomas miał w tym meczu 31 punktów, 11 fauli wymuszonych, 8 asyst, 5 zbiórek i 3 przechwyty), ale ze względu na rangę. W końcu to drugi mecz finału, który, tak jak zdążyłem już powiedzieć wcześniej, może okazać się kluczowy dla losów rywalizacji.

W pierwszym meczu Asseco Prokom pokonał was dość gładko, w pewnym momencie drugiej połowy wypracowując sobie kilkanaście oczek przewagi. W drugim to wy nie pozostawiliście żadnych złudzeń. Co zmieniło się w waszych głowach przez te kilkanaście godzin dzielące oba mecze?

– Przede wszystkim nastawiliśmy się na agresywniejszą grę. W pierwszym meczu byliśmy bardzo pasywni i to gospodarze kontrolowali przebieg spotkania i nawet kiedy przegrywali, a były takie momenty w pierwszej połowie, to i tak czuli się bardzo pewnie. Ponadto zdecydowanie lepiej zaprezentowaliśmy się w walce o zbiórki i nie pozwoliliśmy gdynianom powielać zbyt wielu akcji, tak jak to było w pierwszym meczu.

To wszystko złożyło się na fakt, że idealnie kontrolowałeś tempo gry i w bezpośrednim pojedynku zostawiłeś daleko w tyle rozgrywających Asseco Prokomu…

– Nigdy nie jest moim celem jakakolwiek rywalizacja z rozgrywającymi drużyny przeciwnika na poziomie indywidualnym. Wszystko musi rozstrzygać się w ramach całego zespołu. Gdybym do każdego meczu miał podchodzić w ten sposób, że koncentrowałbym się tylko na pojedynkach jeden na jednego z innym playmakerem, nic dobrego by to nie przyniosło. Tego nauczono mnie bardzo dawno temu i nic w tej kwestii się nie zmieniło.

Po meczach w Gdyni jest 1-1. Jesteś zadowolony z tego, co osiągnęliście?

– Taki był plan. Mieliśmy wygrać w Gdyni przynajmniej jedno spotkanie, by zabrać rywalom przewagę własnego parkietu. Oczywiście przede wszystkim walczyliśmy o dwie wygrane, ale jedno zwycięstwo satysfakcjonuje nas w pełni. Nie ma teraz sensu rozmyślać czy byłoby możliwe wygranie dwóch spotkań z Asseco Prokomem u nich w hali. Najważniejsze, że przed meczami w Zgorzelcu jesteśmy w bardzo dobrym położeniu.

Macie wielką szansę przechylić szalę na swoją korzyść…

– Dokładnie tak. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że drugi mecz w Trójmieście uchylił przed nami drzwi do mistrzostwa. Teraz pytanie brzmi czy będziemy na tyle silni, że po dwóch meczach w Zgorzelcu otworzymy je na oścież i potem będzie nam brakowało tylko postawienia “kropki nad i”. Ja wierzę, że to jest jak najbardziej możliwe. Jestem pewny niemalże na 100 procent, że wygramy dwa mecze w domu.

Myślisz, że taka gra jak z meczu numer dwa wystarczy, by pokonać Prokom dwukrotnie u siebie?

– Myślę, że tak, pod warunkiem, że to będzie nasza najsłabsza postawa. To znaczy, nie może się zdarzyć tak, że zagramy gorzej od tego poziomu, który zaprezentowaliśmy w Gdyni. Nie możemy zapominać, że Prokom to naprawdę klasowy zespół, który wychodził z niejednej opresji. Dlatego każda chwila dekoncentracji może być dla nas zabójcza. Wydaje mi się jednak, z tego co widzę po moich kolegach, trenerach, że wszyscy jesteśmy głodni zwycięstw i zamierzamy po prostu wygrać te dwa mecze!

A nie dostrzegasz żadnego ciśnienia czy nerwowości w zespole? W końcu szansa, która się przed wami otworzyła, powoduje presję, która będzie zdecydowanie większa niż przed dwoma pierwszymi meczami finału.

– Nie, nie widzę nic takiego. Nie sądzę, by ktokolwiek z moich kolegów bał się gry w zbliżających się meczach. Jasne, jakaś presja zawsze jest, bo to nieodłączny element bycia koszykarzem, ale spokojnie. My jesteśmy tutaj po to, by rywalizować, to jest nasza praca i na pewno damy sobie radę. Przed sezonem chcieliśmy zajść tak daleko, jak tylko się da. Teraz gramy w finale, jest 1-1… Naprawdę nie mamy nic do stracenia, a wszystko możemy wygrać.

Największa odpowiedzialność ciąży na twoich barkach, ale podczas sezonu już nieraz pokazywałeś, że lubisz grać pod presją…

– Tak, to jest to, co naprawdę lubię w koszykówce. Czasami jest tak, że człowiek nie może się należycie skoncentrować, nie umie znaleźć motywacji na mecze z drużynami słabszymi, ale gdy przychodzi do pojedynków z lepszymi – wyzwalają się w nim zupełnie inne emocje. Cały sezon walczyliśmy z różnymi przeciwnościami losu i zawsze dawaliśmy sobie jakoś radę. Poza tym ja nie jestem rozgrywającym pierwszy sezon, ale któryś z kolei i do odpowiedzialności na swoich barkach jestem przyzwyczajony.

Jak przygotowujesz się do tego typu spotkań? Masz jakiś swój plan dnia, rytuały?

– Nic specjalnego. Dzień meczu zawsze zaczynam treningiem strzeleckim, następnie idę do domu, jem jakiś posiłek i ucinam sobie drzemkę. Wtedy regeneruję swoje ciało i po przebudzeniu wiem, że jestem gotowy do gry.

Energa Czarni także remisowali z Asseco Prokomem 1-1 po dwóch meczach w Gdyni, by potem przegrać kolejne trzy i odpaść z gry o finał. Co musicie zrobić, by nie powielić błędów słupszczan?

– Myślę, że część z nich po prostu zbyt szybko uwierzyła, że mogą pokonać Prokom dwukrotnie u siebie. I to ich zgubiło. Z nami tak nie będzie.

A zatem zobaczymy za kilka, kilkanaście dni Torey’a Thomasa ścinającego siatkę z obręczy w hali w Zgorzelcu lub Gdyni?

– To jest mój cel i głęboko wierzę, że mogę go zrealizować.

On jest gwiazdą finałów TBL

Nieznany przed tym sezonem Torey Thomas był bohaterem PGE Turowa Zgorzelec w drugim meczu finału z Asseco Prokomem.

Nikt w Zgorzelcu nie mówi o nim inaczej, jak po prostu Torey. Thomas to nie tylko dobry koszykarz, ale także osoba, która bardzo angażuje się w działania, mające na celu pomoc lokalnej społeczności. Wszystkie informacje na jego temat można znaleźć na stronie internetowej gotorey.com. Na każdym meczu na trybunach łatwo dostrzec grupkę fanów w koszulkach z jej logiem. Torey często przeprowadza… wywiady z kolegami i rywalami. – Zacząłem zajmować się nagrywaniem wideo, gdy tylko uruchomiłem stronę. Spodobało mi się robienie wywiadów i możliwość złapania pamiętnych momentów nie tylko z meczów. Robię to tak, jak czuję – zapewnia.

Troszczy się o innych

Kilka tygodni temu Torey przekazał na aukcję charytatywną buty z autografem. Często gościł także w zgorzeleckich placówkach młodzieżowych, w trakcie Walentynek uczestniczył w konkursie… całowania. – Ja mam to szczęście, że mogę zarabiać na życie grając w koszykówkę, co po prostu kocham. Niestety, wiele osób los ciężko doświadczył, więc jeśli tylko mam okazję im pomóc, lubię to robić. Taki już jestem. Przebywam w gościach i chcę poznawać ten kraj. Chciałbym, by ludzie postrzegali mnie jak gracza, który troszczy się nie tylko o siebie i swoją pracę, ale także o innych. Angażowałem się w podobne akcje praktycznie w każdym kraju, w którym występowałem, ale nigdy na taką skalę jak w Polsce – opowiada Torey.

Podróże to mordęga

Zgorzelecki klub nie po raz pierwszy ma szczęście do Amerykanów sprowadzonych z krajów Beneluksu. Kilka lat temu z Belgii do Turowa trafił Thomas Kelati, który obecnie zarabia miliony w Rosji. W Polsce ożenił się, dostał obywatelstwo i zagrał w biało-czerwonych reprezentacyjnych barwach. Torey pewnie nie planuje szukać u nas małżonki, ani składać wniosku o polski paszport, ale świetną grą w Turowie może zapewnić sobie zdecydowanie bardziej intratną pracę. 26-latek przed przyjazdem do naszej ligi występował przez dwa lata w Holandii, gdzie był jednym z najlepszych zawodników. Tamtejsza ekstraklasa powoli stawała się dla niego „zbyt ciasna”, więc nic dziwnego, że szukał nowych wyzwań. W Turowie szybko stał się liderem drużyny. Nie miał żadnych kłopotów z przystosowaniem się do silniejszej ligi. Dziennikarze wybrali go na MVP rundy zasadniczej. – Największym problemem były odległości i podróże autobusem. Ostatnio grałem przecież w Holandii, która jest mniejszym krajem i najdłuższy wyjazd to niecałe trzy godziny. Tutaj jest zupełnie inaczej. Wyprawa do Gdyni czy Sopotu to 10 godzin w jedną stronę – narzeka.

W play-off Tauron Basket Ligi problemem Turowa nagle stał się brak zmiennika na pozycji rozgrywającego. Rezerwowy Ivan Koljević niespodziewanie wyjechał z Polski, więc podstawowy playmaker na parkiecie musiał spędzać średnio 33 minuty. A przecież Turów w ćwierćfinale z PBG Basketem Poznań i półfinale z Treflem Sopot rozegrał w sumie 12 spotkań. – Nie jestem zmęczony. Żywię się każdym momentem na parkiecie – śmieje się koszykarz. – Jestem tutaj po to, by grać, więc nie będę się tłumaczył nadmiarem meczów – dodaje. W drugim spotkaniu finału z Prokomem w Gdyni Torey zdobył 31 punktów i miał osiem asyst. To jego najlepszy indywidualny występ w sezonie. – Zawsze jest możliwość poprawy – zauważa. Mógł narzekać przede wszystkim na skuteczność z gry. Trafił co prawda kilka rzutów z ekwilibrystycznych pozycji w tłoku podkoszowym, ale w sumie spudłował 11 z 19 prób.

Pozostać agresywnym

– W play-off decyduje głównie to, kto potrafi dostosować się do sytuacji i dokonać zmian w swojej grze w trakcie serii. Każdy mecz to inna historia, a kluczem do wygrania kolejnych będzie utrzymanie naszej agresywności na podobnym poziomie. W Gdyni pokazaliśmy naprawdę twardą defensywę, przez co mogliśmy zdobyć dużą przewagę. Wiemy jednak, że rywali stać na seryjne zdobywanie punktów, więc w meczu z Prokomem nie można odpuścić nawet na chwilę i trzeba pilnować zwycięstwa do końca. Chodzi przecież o to, kto wygra cztery mecze i tylko o tym myślimy – zapewnia koszykarz Turowa.

Torey Thomas: Mają czego chcieli

– Woleli z nami grać, to mają czego chcieli – mówi przed finałem Tauron Basket Ligi Torey Thomas, rozgrywający Turowa.

Amerykanin jest główną postacią zgorzeleckiej drużyny. By przekonać się o jego wpływie na grę Turowa wystarczy chociaż spojrzeć na statystyki z fazy play-off. Thomas plasuje się w czołowej piątce w rankingach punktów (trzeci, 15.8), asyst (czwarty, 4.6) i przechwytów (pierwszy, 2.0). Na dodatek od kilku tygodni nie ma zmiennika i musi spędzać na parkiecie większość czasu. W ćwierćfinale i półfinale grał przeciętnie ponad 33 minuty.

– Nie czuję się zmęczony. Dlaczego? Żywię się każdym momentem na boisku i energią, jaką dają mi play-offy – entuzjastycznie wyjaśnia 26-letni gracz. – Największym problemem są ciągłe podróże ze Zgorzelca. Do Gdyni i Sopotu jedzie się 10 godzin autobusem. To dla mnie niełatwe, bo ostatnio grałem w Holandii, która jest zdecydowanie mniejszym krajem, więc najdłuższy wyjazd na mecz trwał 3 godziny – tłumaczy Thomas. Poza Matrixx Nijmegen występował także w drugiej lidze francuskiej, Szwecji i Turcji. Jest absolwentem uczelnii Holy Cross z 2007 roku.

Przed rozstrzygnięciem rywalizacji w parze półfinałowej Turów – Trefl Sopot koszykarze czekającego na przeciwnika Asseco Prokomu Gdynia mówili, że wolą zmierzyć się z Turowem. – To nie jest dla mnie brak szacunku. Woleli z nami grać, to mają czego chcieli. Teraz jest czas, by wyjść na parkiet – mówi Thomas. – Prokom ma kilka mocnych opcji ofensywnych. Tommy Adams, Daniel Ewing, Filip Widenow, Ratko Varda – wymienia. – Kluczem do sukcesu będzie bycie agresywnym przez cały mecz. Musi wygrać walkę o zbiórki, dobrze bronić i egzekwować nasze zagrywki w ofensywie. W play-offach chodzi głównie to, kto potrafi dostosować się do sytuacji i dokonać zmian w swojej grze w trakcie serii. Ale potem i tak okazuje się, że zwycięża ten, kto pokazuje na boisku, że bardziej chce tej wygranej – uważa zawodnik wybrany przez dziennikarzy MVP rundy zasadniczej.

Na pewno Prokom jest numerem 1, bo wygrał siedem razy z rzędu i będzie znowu głównym kandydatem do złota. Ale ta liga pokazała, że każdy może wygrać z każdym i wszystko zależy od dyspozycji dnia. Mecze są bardzo intensywne i jeśli będziesz myślał o tym kto jest faworytem nie będąc skupionym przez 40 minut to możesz przegrać z najniżej rozstawionym rywalem – kończy Thomas

Pierwszy mecz finału 7 maja o godzinie 20.30 w Gdyni. Transmisja w TVP Sport. Rywalizacja toczy się do czterech zwycięstw.

New Video Highlight Section!

PGE Turow vs Zastal

Regular Season Game vs Zastal in Zielona Gora.  Here are some highlights from the game!

PGE Turow vs Anwil

Regular season game vs Anwil at Zgorzelec.  Here are some highlights from the game!  I will now be posting highlights of the games from the current season with Turow.  I hope you enjoy it and comment and leave feedback it is greatly appreciated!

PGE Turow vs NY Phantoms

Preseason tournament championship game vs NY Phantoms Braunschweig, Germany at Zgorzelec.

PGE Turow vs Bnei Hasharon

Preseason tournament in  Wloclawek, Poland against Bnei Hasharon Israeli Premier League team

PGE Turow vs Maccabi Tel-Aviv

Preseason Tournament in Wroclaw, Poland against Euroleague Elite Maccabi Tel-Aviv

Matrixx Magixx Clips 2009

Regular season derby game vs Eiffel Towers 2009

Holy Cross Crusader Clips 2005-2007

Various highlights from my Holy Cross College Experience!

 

Gabriela B. – Indis – GoTorey.com Winner

Today I would like all of the GoTorey.com visitors to meet someone special. I would like to introduce you all to Gabriela also known as Indis.

Recently along with the people from GfxWorld.pl and Dariusz Ejkiewicz of LowGravity.pl we were running a wallpaper design contest. The project turned out to be a big success and thanks to all of the participants I’ve received 13 different wallpapers!

Part of the prizes for the winner is this blog post so I would like to give the stand to Indis and you will be able to read some information about her.

My name is Gabriela, 25 years of age, not penalized 😉

Click here to see Indis’ Portfolio

I am working on computer graphics for 5 years now. In the beginning my work was only for personal use and then I started designing wallpapers and other graphics that were sports themed (work for GfxWorld.pl). My favorite type of design work is photo manipulation but for the past 2,5 years I have been much more into non-commercial work – mostly web design. I also work on creating logos and in the future I would like to expand my skills to vector design work.

About the wallpaper

Most of the sports wallpapers that I see are very colorful. I wanted to create something different without huge amounts of colors and insane effects in the background. In Sports you have to work hard to achieve something – that’s why the idea of this wallpaper was streetball like – no fireworks or colorful ornaments – Just Torey and Ball. And in my opinion basketball is a stylish sport, that’s why I kept it simple.

Related Links

Portfolio: Click here to View Indis on DeviantArt

Webdesign: Link 1 | Link 2 | Link 3 | Link 4

Photomanipulations: Link 1 | Link 2 | Link 3

Vectors & Logos: Link 1 | Link 2 | Link 3 | Link 4

RSS Feed

Subscribe to my RSS and stay informed about the latest news from my site!

Categories

Archives